W Szarych Szeregach pojawił

defro kotły |pensjonaty polanica zdrój |iluminacje świetlne

„W Szarych Szeregach pojawił się stosunkowo wcześnie. Już latem 1941 roku prowadzi wykłady dla członków Komendy Chorągwi Warszawskiej. Lecz właściwą datą rozpoczęcia jego pracy z pełnym rozmachem jest 1X1941 roku. Wówczas, wszedłszy w skład nowej komendy chorągwi, objął odcinek szkolenia wojskowego. Jako swych współpracowników otrzymał kilku ludzi o przygotowaniu wojskowym, poprzydzielał im tereny działania i rozpoczął pracę. Praca ta szła, jak się to wówczas mówiło, metodą „kaskadową", to znaczy, że „Inżynier" wykładał swoim bezpośrednim słuchaczom, a ci powtarzali zasłyszany wykład w dół. Ile było tych szczebli przekazywania wiadomości, trudno sobie w tej chwili z całą precyzją przypomnieć, w każdym razie jeśli wykład „Inżyniera" Uczyć jako szczebel pierwszy, to jest rzeczą pewną, że drugi szczebel przemawiał jeszcze ciągle do wykładowców, a nie do chłopców i jest rzeczą zupełnie możliwą, że jeszcze trzeci, może nawet czwarty szczebel był ciągle wykładem dla wykładowców. W sumie więc od trzech do pięciu szczebli przebiegał wykład „Inżyniera" nim dotarł do właściwych adresatów. Zrozumiałe, że w takich warunkach cały wysiłek „Inżyniera" został skierowany na to, aby coś z jego metody, coś z jego temperamentu, coś z jego zapału nie zostało po drodze zagubione. Najbliższych współpracowników sam nie dobierał, wyznaczały ich właściwe jednostki organizacyjne, a więc okręgi Chorągwi Warszawskiej. Wkrótce jednak jakiś jeden duch owiał zespół. Choć różni to byli ludzie, spoczęło na nich, na ich metodzie wykładu, nawet na ich sposobie mówienia jakieś wspólne piętno. Na odprawach odbywających się często w mieszkaniu późniejszego szefa Głównej Kwatery, Edka Ziirna, przy ulicy Świętokrzyskiej pod numerem 28 wszyscy siedzieli wsłuchani w „Inżyniera". Bywało ich pięciu, sześciu... Był wśród nich wysoki, barczysty instruktor z Pragi, jeden ze Skorupkowej „ferajny" ", przezwany przez „Inżyniera" „Profesorem" na przekór chyba atletycznemu, czy też bokserskiemu wyglądowi; był właściciel mieszkania, Edek Zurn, niski, o szybkich, jakby nerwowych ruchach, o czarnych, żywych oczach, o wysokiej, kędzierzawej i wybitnie wcześnie siwiejącej czuprynie. W tym towarzystwie Edek miał przezwisko „Brodowski", na pamiątkę brody, którą przez pewien czas nosił; poza nimi byli jeszcze Cetnarowicz przezwany „Krzywonosem", Janek Błoński przezwany „Sumem" i Jurek Kozłowski (pseudonim „Kędzierski"). Już samo używanie w tym gronie nowych, ponadawanych przez „Inżyniera" przezwisk często dowcipnych, a zawsze oryginalnych wskazywało na silną indywidualność autora i na jego niewątpliwe cechy wodzowskie. Komuś obserwującemu z boku wydawało się, że konspiracja jest dla „Inżyniera" jakby niewygodnym, za ciasnym ubraniem, w którym się męczy i którego chciałby się pozbyć. Męczył go najbardziej ten „kaskadowy" system szkolenia — robił wszystko, aby przełamać gąszcz szczebli i odpraw, aby znaleźć się przy samych chłopcach, aby mówić do nich wprost. Powstał wówczas pomysł opracowania każdego wykładu, każdego zajęcia na piśmie. Opracowania pisał sam „Inżynier". Opracowania były doskonałe, zwięzłe, treściwe, chociaż przyznać trzeba, że „Inżynier" był znacznie żywszy, znacznie bardziej obrazowy, gdy mówił wprost. Każde ćwiczenie wychodziło jako odrębna powielaczowa odbitka. Odbitki te, skrzętnie kompletowane przez odbiorców, wyszły w liczbie około 25 i łącznie stanowiły cenny materiał szkoleniowy, poszukiwany na naszym rynku podziemnym jeszcze bardziej niż przedwojenne regulaminy, gdyż zbiorek uwzględniał już całą specyfikę szkolenia konspiracyjnego. Łączny tytuł całego zbiorku brzmiał „Instrukcja organizowania sklepów spożywczych", był więc typowym kryptonimem mającym chronić przed niepożądanym okiem. „Sklepy" — kryptonim zbiorku — stał się wkrótce kryptonimem szkolenia wojskowego początkowo w Chorągwi Warszawskiej, potem w całych Szarych Szeregach. Była to jak gdyby pierwsza klasa szkoły, w której programem było szkolenie pojedynczego strzelca. „Inżynierowi" nie wystarczało jednak ani „kaskadowe", ani papierowe instruowanie. Kochał się w wizytacjach. Nieraz, gdy komendant chorągwi zwracał mu uwagę, że zbyt się dekonspiruje tymi ciągłymi wizytacjami, „Inżynier" patrzył na niego jak uczniak przyłapany na jakimś przewinieniu, potem przyrzekał poprawę i znów... zrazu niewiele, potem coraz częściej — wizytował. W końcu znała go cała chorągiew. Gdy wchodził na zbiórkę, atmosfera zmieniała się od razu. Każdą rzecz przerabiał jak najbardziej praktycznie. Od razu z kuchni zjawić“(14)

<<<< Ktoś kiedyś napisał | Mijały dnie Przeciągająca >>>>

Pozycjonowanie szerokie |oferta serwisowa okien |Krzesła