W południe odpoczywamy przy
„W południe odpoczywamy przy drodze pod wierzbami. W oddali las, bliżej — jaśniejszą zielenią odbijają się drzewa niedużej wsi. Niespodziewanie wyjeżdżają na rowerach dwaj Niemcy.
— Smasznego.
Przysiadaj^ do nas, pytają skąd jesteśmy, dokąd idziemy. Helena wskazuje ręką las. Śmieją się, częstują papierosami. Odmawiamy. Sytuacja więcej niż głupia. Mogą nas tu zamordować i pies z kulawą nogą nie dowie się, co z nami się stało. Jeden ma swastykę na klapie, drugi koniczynkę. Bez hełmów, w polowych furażerkach nie wyglądają groźnie, raczej karykaturalnie. Zakurzeni. Twarze zwykłych młodych mężczyzn, piegowate, nijakie. Koślawią język polski niemiłosiernie. Helena zwija papier z nie dokończonym jedzeniem. Trzeba odejść. Przytrzymują nas za ubranie, za nogi. Zrywam się co prędzej
— Mrówki! Mrówki!
— Was ist mrówki
Tuż obok Niemców jest mały kopczyk. Nachylają się, patrzą. Już torba i płaszcz na ręku. Żal mi rudych stworzonek. Ten ze swastyką rozgniótł, roztłamsił całe pracowicie zbudowane mrowisko. Nichts mrówki. Kaput!
—Nie widzieliście mojej córki
Schwycili za kabury pistoletów. Przeraził ich ten głos.
Znad rowu wychodzi cień człowieka okryty szmatami, wyciąga ręce.“(9)
<<<< Jeszcze miał nadzieję
| czelne że właściwie tylko >>>>