Trzy dni spędziliśmy w Greenock

oferujemy maty drewniane |bannery |ELMES - częstotliwość 433,92 Mhz

„Trzy dni spędziliśmy w Greenock, załatwiając polskie formalności. Znów pisaliśmy życiorys i odtwarzaliśmy przebieg dotychczasowej służby. Wreszcie razem ze Śląskiem odjechałem do macierzystego, odrodzonego 1 pułku pancernego, który stacjonował w obozie Langton Camp pod szkockim miasteczkiem Duns.
Pułkiem dowodził wówczas podpułkownik Bolesław Sokołowski. Wysoki, potężnie zbudowany oficer o pełnej, jowialnej twarzy. Bardzo lubił grać w karty, ale wyłącznie w remibrydża, i p zawsze z tymi samymi partnerami. Karciane misterium odbywało się zazwyczaj po obiedzie, w czasie regulaminowej przerwy w zajęciach. Jeśli pułkownik zdołał przechytrzyć
współgrających lub któremuś z nich powinęła się noga, wybuchał tak gromkim śmiechem, że aż dudniło w całym kasynie.
Objąłem dowództwo plutonu czołgów w kompanii kapitana Czesława Makiełły. Taką samą „posadę" otrzymał Śląski, tyle że w innej kompanii.
Znalazłem się ponownie wśród swoich dawnych żołnierzy. Wzruszające, serdeczne powitanie. Nie dzielił nas żaden dystans. Byliśmy przecież frontowymi przyjaciółmi, którzy razem z niejednego pieca chleb jedli. Wieczory najchętniej spędzałem w żołnierskim baraku, popularnie zwanym beczką śmiechu. Wspominaliśmy wspólne przeżycia, wzloty i upadki. Nie wszystkim kolegom oficerom to się podobało. Niektórzy uważali, że zbytnia, ich zdaniem, poufałość obniża dyscyplinę w oddziale. Nawet sam dowódca wyraził podobny pogląd, aczkolwiek.bez większego chyba przekonania. Nikomu nie udało się jednak zmienić mojego stosunku do frontowych kolegów i nadal postępowałem tak, jak nakazywały mi zdrowy rozsądek, poczucie przyjacielskiej więzi i serce.“(1)

<<<< Mijały dnie Przeciągająca |

Hostele bydgoszcz |Materace Tempur |projektor multimedialny